Zajmuje sie Pan m.in produkcją video. Jak to się zaczęło? Gdzie zdobywał Pan doświadczenie związane z video marketingiem?

W boju. I była to najlepsza szkoła. Przez parę lat prowadziłem agencję eventową i pod koniec jej istnienia zaczęliśmy robić video. Były to na początku produkcje niskobudżetowe: teledyski dla zespołów, relacje z imprez itd. Od razu zauważyłem w tym potencjał i szukałem drogi na rozwój w tym kierunku. Sytuacja rozwiązała się sama: związałem się życiowo i biznesowo z moją partnerką Anią, która wtedy właśnie kończyła szkołę filmową. Wniosła do firmy know-how i kontakty, których mi brakowało. Zaowocowało to stworzeniem wspólnej firmy Rek House, która od tamtej pory stabilnie się rozwija. Olbrzymią dawkę wiedzy i doświadczenia wnosi nasz zespół. Zarówno wiedzę jak i doświadczenie zdobyli sami, pracując na małych, jak i na największych planach w Polsce i za granicą. To jest odpowiedź na video, teraz czas na marketing.

Jestem osobą, która rzuca się na głęboką wodę i lubi w takiej pływać. Swoją karierę w marketingu zacząłem od założenia własnej agencji. Taka presja to potężna motywacja do rozwoju. Praktycznie dwa pierwsze lata spędziłem z nosem w książkach, szukając wiedzy, gdzie to było tylko możliwe, poznając ludzi z branży i uważnie ich słuchając. W tym czasie robiłem małe projekty i dawałem z siebie 120%. Taki monastycyzm w połączeniu z zagrożeniem upadku z dnia na dzień, dał świetne wyniki. Żadne kursy, praca na etacie, ani studia by tak nie zadziałały. W momencie, w którym zacząłem rozmawiać jak równy z równym z najważniejszymi ludźmi w branży, wiedziałem, że osiągnąłem pierwszy krok.

Marketing ma niezmienne prawa od setek, a pewnie nawet tysięcy lat. Mózg praktycznie każdego człowieka wpada w te same schematy i działa zaskakująco podobnie. Kiedy poznałem te zasady, po prostu wdrożyłem je w produkcji video. Jak widać, wychodzi to całkiem nieźle.

Współprowadzi Pan agencję marketingową Rek House. Jak wygląda komunikacja w organizacji?

Mieliśmy mocny romans z turkusowym zarządzaniem w tym roku i zmieniło to mocno moje postrzeganie tego, jak powinna działać organizacja skupiająca młodych i kreatywnych ludzi. Daję naszemu zespołowi bardzo dużo zaufania i wolnej ręki, dzięki czemu oni sami wybierają taki sposób komunikacji, jaki uważają za słuszny. Nie jesteśmy dużą firmą, bo zespół liczy sobie zaledwie 15 osób. W większości znamy się i pracujemy ze sobą wiele lat, dlatego nie mamy potrzeby rozbudowanych systemów komunikacji wewnętrznej. Ważnym elementem tej układanki jest transparentność w Rek House, co powoduje, że każda informacja jest dostępna dla każdego. Próbowaliśmy różnych programów i systemów zarządzania, ale po zdjęciu kieratu ciągłej kontroli, w otwartym przepływie informacji i w obecnym składzie osobowym, okazują się one zbędne.

Ludzie komunikują się od tysięcy lat. Czasami wystarczy im na to pozwolić. Jedyne czego używamy, to pliki excelowe, ale służą one tylko jako spisanie wszystkich założeń projektu, aby żadna informacja nie umknęła. Każdy projekt ma jeden plik, który jest dostępny zarówno dla wszystkich członków zespołu, jak i dla klienta. Zawiera on brief, referencje, harmonogram, budżety itd. Co najciekawsze, wszyscy polubiliśmy taki styl pracy i po dopracowaniu wzorów na te pliki, naprawdę nam one wystarczają. Czasami mniej znaczy lepiej

W jaki sposób docieracie do klientów? Czy metody ich pozyskiwania zmieniły się na przestrzeni czasu działania Rek House?

Pierwsze trzy lata działaliśmy praktycznie tylko z polecenia. Dopiero w tym roku zaczęliśmy tworzyć własne materiały, co szybko doprowadziło do tego, że szybko wypełniły się nam lejki sprzedażowe. Obecnie skupiamy się na tym, żeby doprowadzić pozyskane projekty do końca, bo niektóre z nich są naprawdę duże i zajmujące. Jak tylko je skończymy, zacznę wdrażać naszą strategię marketingową na 2022 rok. Na razie wolę nie zdradzać szczegółów, ale nawet jeśli połowa z tych planów wyjdzie, to na brak klientów raczej nie powinniśmy narzekać.

Dołącz do otwartej grupy, z wyjazdami dla przedsiębiorców!


Czy ma Pan dobrze opracowany proces onboardingu nowych ludzi w zespole? Jak to wygląda w Rek House?

Większość naszego zespołu to ludzie, którym znamy z branży lub z polecenia. Ich umiejętności i mentalność są już ukształtowane, bo pracowali albo pracują jako freelancerzy. Są to ludzie bardzo kreatywni i takie środowiska zwykle jako pierwsze przyswajają nowe ideę – w tym gig economy. Bardzo duża część naszego zespołu pracuje z nami na tej zasadzie i obu stronom bardzo to pasuje. Podsumowując – nie mamy potrzeby rozbudowanego onboardingu, bo nasz zespół wyrobił się sam z siebie.

Chociaż jest jeden element, który nas wyróżnia – wzmocnienie poczucia samodzielności i zaradności. Dużo ludzi jest zmanierowanych ciągłą kontrolą i ograniczoną wolnością w pracy w typowych firmach, co muszę wygaszać w naszym przypadku. Pierwsze projekty to ciągłe mówienie „przecież umiesz więcej ode mnie, jesteś specjalistą i zrób jak uważasz” i „to Ty podejmij decyzję”. Przestawienie się na taką mentalność, zajmuje chwilę czasu. Przy okazji nowa osoba uczy się naszych procesów. Są one tak przemyślane, że są praktycznie bezobsługowe z mojej strony, proste i transparentne dla wszystkich. Każdy widzi co robią inni uczestnicy projektu. Tworzy to zdrowe środowisko samokontroli, które w naszym przypadku sprawdza się doskonale.

Czy określa Pan swoje cele miesięczne oraz cele miesięczne zespołu?

Szczerze mówiąc, to nie. Jakiej bym strategii i planów nie przygotował, czasami ich usilne wdrożenie powodowało więcej szkód niż korzyści. Nie zawsze warto skalować firmę według ścisłego planu, bo więcej korzyści płynie z elastyczności. Świat marketingu jest dynamiczny i zmienia się z dnia na dzień. Nasze zarządzanie jest bardzo agile i staram się wykorzystywać każdą okazję, co czasami zmienia szybko kierunek rozwoju. Mamy oczywiście excele budżetowe, projektowe itd., ale nie ma w nich KPI do wyrobienia. Tak się też złożyło, że mój zespół ceni taki styl życia. W Rek House wykorzystujemy talenty ludzi, którzy cenią swoją wolność. Gdybym narzucił jakąkolwiek korporatyzację, to mógłbym ich szybko stracić.

Jakie jest obecnie największe wyzwanie stojące przed Panem i Rek House?

Ten rok obfitował w mnóstwo wyzwań i chyba na razie wyczerpał się ich pakiet. Rozwiązaliśmy mnóstwo problemów, dopracowaliśmy wiele elementów organizacji, strategii, marketingu. Teraz wystarczy to tylko na spokojnie wdrażać. Największym wyzwaniem jest teraz zebrać jak największy plon z tego, co już zasiałem i co dojrzewa.

Czy ma Pan coś takiego jak budżet na własny rozwój? Jeśli tak, w co dokładnie Pan inwestuje?

Inwestuję w książki, ale przede wszystkim w poznawanie ludzi. Mam to szczęście, że mieszkam w centrum Warszawy i mam okazję przebywać wśród czołówki branży. Czasami zamienienie z nimi paru słów, daje dużo więcej niż cała półka książek czy różnorakie kursy. Mnie takie spotkania najbardziej rozwijają. Poza tym czytam regularnie Puls Biznesu, Marketer +, CMO Insider, newsletter Bartka Pucek. Staram się według zasady 80/20 minimalizować przyswajanie zbędnych informacji, nawet takich, które dają tylko średnie korzyści. Co ciekawe, postanowiłem jednak po 30tce iść na studia zaoczne, o czym szerzej mówię TUTAJ Uważam to za bardzo trafiony pomysł, który ma bardzo pozytywny wpływ na mój rozwój.

Ostatnie Wpisy

Outsourcing daje mi dużo wolności – Artur Parzybut (Cortary.pl)

Monika Troska
9 grudnia, 2021

Useme pierwszych użytkowników pozyskało z Google’a

Marta Bąk
8 grudnia, 2021

Ignorując analitykę Twoja firma może wiele stracić

Marta Bąk
7 grudnia, 2021

Czym jest Founders.pl?

Founders.pl to zamknięta platforma ludzi biznesu, której celem jest rozwinięcie Twojej sieci kontaktów i zwiększenie wiedzy biznesowej.

Networking

To miejsce dyskusji founderów, którzy dzielą się wiedzą, nawiązują współpracę i wspólnie rozwiązują problemy napotykane przez ich organizacje.

Wiedza

To miejsce ciągłego rozwoju biznesowego, kilkadziesiąt godzin nagrań z różnych obszarów budowania firmy, warsztaty, webinary i spotkania z psychologami.