Jak to się stało, że iskrzenie powstało?

Wierzymy, że każdy ma swoje tzw. miejsca mocy. Nasze to m. in. obszary na północy Polski. Właśnie tam powstała pierwsza iskra bezbłędnego zrozumienia wzajemnych zawodowych potrzeb. Iskrzenie Studio zrodziło się z konieczności zmian. Każdy z nas – w podobnym momencie – zrozumiał, że powinien w zgodzie ze sobą projektować komunikację. Czyli kompletnie inaczej, niż robi to większość podmiotów na rynku, gdzie wizje są odgórnie narzucane.

Pragnęliśmy celu i wartości. Mieliśmy dosyć rutyny. Byliśmy już bardzo zmęczeni paletą wstrzelanych nam wzorców myślowych. Potrzebowaliśmy czegoś nowego. To było na tyle silne, że podczas rozmowy o planach na zawodową przyszłość – nasze wizje zaczynały się pokrywać. Postanowiliśmy połączyć siły. Zbudowaliśmy kolektyw kompetencji Mikołaja (obszar strategiczny i projektowanie komunikacji) i Artura (obszar komunikacji wizualnej, projektowanie graficznego i brandingu). Iskrzenie to suma naszych doświadczeń oraz połączenie motywacji do wnoszenia rozwoju na nowe poziomy. To przede wszystkim zaangażowanie naszej energii i uwagi na wartościowe projekty, które mają szansę pozytywnie wpłynąć na odbiorcę; nie przez pryzmat zdobywania uwagi sensacją, negatywami czy fałszywymi obietnicami. Pracujemy szanując podświadomość naszych odbiorców, gdzie nasze przekazy mają za zadanie zakotwiczyć zdrowe wzorce, po to, by ludzie podejmowali jak najlepsze decyzje.

Dlatego rozpoczęliśmy swoją przygodę od zaprojektowania i przeprowadzenia akcji edukacyjnej, w której uzmysłowiliśmy ludziom konieczność zmiany nawyków na ekologiczne. W 2019 rodził się trend na ekologię. Czuliśmy, że to nie jest trend, a konieczność. Kolejne lata tylko utwierdzają nas w tym przekonaniu.

Jakie były początki? Pierwsi klienci przyszli do razu?

Na początku był chaos. Udało się go nam sprawnie opanować, dzięki spójnym wartościom i silnej motywacji. Iskrzenie to nasze zmaterializowane marzenia o pracy, którą kreujemy od początku do końca. Cele były dla nas jasne, podział ról również. To było widoczne na spotkaniach, więc dzięki autentyczności nie musieliśmy specjalnie starać się o zlecenia. Szczerze mówiąc, pierwsi klienci nie byli naszymi wymarzonymi (w kwestii branży), ale dawali nam wolną rękę w procesie formowania odpowiedzialnej komunikacji, co było zgodne z naszą wizją. Dzięki wolności w procesach projektowych spełnialiśmy również naszą misję. Spełnialiśmy siebie i tak zostało do dziś. Jesteśmy bardzo dumni, że obdarzono nas zaufaniem. Jeżeli wizje Iskrzenia i klienta zaczynały się różnić – rozstawaliśmy się, ale zawsze w zgodzie i szacunku.

Czy w dobie tak mocno rozwiniętych social mediów warto inwestować w reklamę telewizyjną czy radiową?

Mikołaj: Mógłbym tu udzielić standardowej odpowiedzi w stylu „to zależy od grupy docelowej i…”, ale pójdę w innym kierunku. Wg mnie warto, ponieważ nadal ostrze percepcji milionów odbiorców jest skierowane na media tradycyjne. Nie bez powodu. Kierowca nie powinien rozpraszać uwagi odrywając wzrok od drogi, więc reklama radiowa nadal jest najlepszym sposobem dotarcia do milionów zmotoryzowanych odbiorców. Z kolei telewizja doskonale buduje zasięg i rozpoznawalność produktu w krótkim czasie. Wymaga to oczywiście bardzo dużych nakładów finansowych, ale nie demonizuję tych mediów w kontekście realizacji celów. Owszem, Social Media są bardzo rozwiniętą machiną, lecz są także niesłychanie obciążone całym wachlarzem zagrożeń – od fali fake-newsów i socjotechniki, przez utratę prywatności i zaawansowane ataki hakerskie. Jedna, błędna konfiguracja może spowodować, że cały ekosystem Facebooka znika z sieci na pół dnia, a wraz z nim i reklamy. Warto rozsądnie dobierać media do potrzeb (biznesu i odbiorców) oraz działać w oparciu o strategię. Z kolei sama strategia powinna zostać oparta o rzetelne badania. Tylko wtedy otrzymamy najwyższą jakość przekazu i wzmocnimy ROI. W ostatnich latach obserwuję niepokojący trend osłabiania kompetencji osób odpowiedzialnych za formowanie przekazu. Bardzo często reklamodawcy działają bez strategii, co wzmacnia szum informacyjny.

Co powinna posiadać kreowana marka, by się wyróżnić, stać się zapamiętywaną?

Artur: Podstawowym, niestety często pomijanym elementem sukcesu jest wspomniana tu strategia komunikacji – dostosowana do możliwości marki i na miarę czasów. Dopiero na bazie jasno określonej esencji brandu, jego celów, rozpoznania grup docelowych i umiejętnie dobranych narzędzi, można wykrystalizować branding, który jest historią samą w sobie.

Mikołaj: Artur doskonale opisał komunikację-marzenie, która przede wszystkim jest odpowiedzialna. Pewnych etapów po prostu nie można pominąć kreując markę. Jej przekazy powinny zawierać w sobie zmaterializowane wartości, które wyróżniają brand. Do tego misja i wizja – to są podstawy często dziś zapominane. A nie bez powodu nazywa się je zbiorem filarów sukcesu największych firm. To one są najszczerszą kotwicą w umyśle konsumenta i albo z nim rezonują – albo nie. Wybór mamy dziś przeogromny. W Iskrzeniu wierzymy, że marki, którym zależy na odbiorcach, a nie tylko na chęci zysku, wygrają w nadchodzących latach. Na naszych oczach kreuje się nowy porządek świata, który dotyczy również świata kreującego przekaz. To jest przede wszystkim odpowiedzialność. Należy to zrozumieć.

Kiedy jest najlepszy czas na rebranding?

Artur: Najlepszy czas na rebranding jest wtedy, kiedy nasza marka przestaje przystawać do zmieniających się realiów i grup docelowych, nie osiąga założonych celów, lub ‘czegoś’ jej brakuje. Ta wiedza może wypłynąć z danych statystycznych, bezpośrednio od klientów, współpracowników lub wewnętrznego poczucia osób zaangażowanych w życie marki.

Dobrym momentem będą też planowane zmiany w strukturze i usługach organizacji lub sytuacja, w której chcemy wyróżnić się na tle konkurencji.

Pod kątem kalendarzowym nietrafionym okresem będą wakacje, kiedy z powodu upałów i urlopów naturalnie spada skupienie odbiorców na nowych działaniach komunikacyjnych.

Czym się różni studio brandingu od agencji

Agencje oferują szerokie spektrum działań, w tym tych z zakresu automatyzacji marketingu,  stron internetowych, reklamy, interaktywnych widgetów czy aplikacji mobilnych. Sprawdzą się dla dużych klientów, którzy wymagają kompleksowej obsługi we wspomnianych obszarach przez jedną firmę. Przez tę kompleksowość agencje działają w oparciu o rozbudowane struktury personalne i zarządzanie projektami, co zwykle ograniczona ich elastyczność i multiplikuje koszty po stronie klienta ze względu na konieczność utrzymania modelu biznesowego.

Studio brandingu to zwykle mniejszy podmiot, butik kreatywny, który stawia na wysoki poziom specjalizacji swoich ekspertów. Jako autorzy koncepcji strategicznych i wizualnych w Iskrzenie Studio, współpracujemy bezpośrednio ze zleceniodawcą, co skraca ścieżkę kontaktu i tym samym ogranicza niedomówienia. Brak pośredników w procesie w postaci project managerów, to model, który pozwala klientowi skuteczniej zapanować nad procesem poprzez skrócenie łańcucha dostaw usługi. Mówiąc najprościej – studio brandingu to dobre miejsce, by tworzyć esencję marek, produktów i usług oraz ich przełożenie na komunikację. Agencja marketingu lepiej sprawdzi się w promowaniu wypracowanych rezultatów i nadawaniu im rozpędu.

Dołącz do otwartej grupy, z wyjazdami dla przedsiębiorców!

Arturze, pracowałeś m. in. w Londynie, dla studia projektowego GBH Design oraz Redscout. Czym różni się projektowanie w Polsce od projektowania w UK?

Artur: Odpowiedź na to pytanie zależy od wybranego aspektu.

Zróżnicowanie etniczne brytyjskiego społeczeństwa wymaga rozwiązań, które na poziomie kulturotwórczym są maksymalnie inkluzywne i wrażliwe na uwarunkowania różnych środowisk docelowych. Ta różnorodność wiąże się też z większym dystansem do przekazów, co ma swoje mocne i słabe strony.

Strategicznie rzecz biorąc, zleceniodawcy są świadomi istoty marki, jako podwaliny do tworzenia wszelkich działań komunikacyjnych i marketingowych. Podczas, gdy w Polsce siły projektowe często skupiają się na konkretnych usługach, wyzute z kontekstu brandu jako siły napędowej komunikacji. W tym sensie, zleceniodawcy z Wysp rozumieją rolę designerów i strategów w tworzeniu marek i oddają im pierwsze skrzypce w procesie projektowym.

W aspekcie czysto formalnym, Brytyjczycy są bardziej otwarci na rozwiązania, które w Polsce zyskałyby status ekscentrycznych lub nawet eksperymentalnych. Powodem jest wysokie wysycenie przestrzeni w jakościowe rozwiązania wizualne i co za tym idzie – konieczność poszukiwania konkurencyjnych, dla lepszej ekspozycji marek.

Jaki wpływ na odbiór komunikatów mają kolory? Jak skutecznie komunikować kolorami?

Artur: Skuteczne komunikowanie kolorami to przede wszystkim świadomość ich wpływu w kontekście przestrzeni, grupy docelowej, medium czy momentu – w czasie. Ten sam odcień zieleni będzie inaczej wyglądać w świetle dziennym, jarzeniowym czy pod warstwą połyskliwego lakieru dyspersyjnego. Podobnie wpływ na jego odbiór będą miały inne kolory użyte w projekcie oraz ich proporcje względem siebie. Błękit emitowany przez diody LED ekranu telewizora czy smartphona w reklamie konkretnej marki ma inną częstotliwość, niż jego drukowany odpowiednik, mimo maksymalnej standaryzacji palety w brand booku.

Nie bez znaczenia jest też osadzenie barwy i jej symbolika w kręgu kulturowym. Czerwień w Indiach budzi zupełnie inne skojarzenia niż w Europie – utożsamiana jest z czystością i noszona przez panny młode, natomiast biel symbolizuje żałobę. Dobre rozpoznanie grupy docelowej i solidny konstrukt marki jako nawigatora komunikacji

Mikołaju, przygotowywałeś strategię wprowadzania redakcji „Faktów” TVN, do mediów społecznościowych. Jak bardzo media społecznościowe zmieniły się od tamtej pory?

Mikołaj: Prace nad formowaniem strategii zwodowania i prowadzenia „Faktów” w Social Media rozpocząłem w 2012 roku na zlecenie ich ówczesnego szefa, Kamila Durczoka. Projekt był gotowy niecały rok później. Wówczas najpopularniejszy polski wieczorny program informacyjny zadebiutował również w świecie cyfrowym – wraz z nowym studio i całkowicie odświeżoną oprawą wizualną. Strategia była bardzo rozbudowana – obejmowała kilka faz rozłożonych na osi czasu, ale jedną z najważniejszych było przygotowanie dziennikarzy „Faktów” do tzw. profesjonalizacji cyfrowego śladu. To zapamiętałem jako największe wyzwanie.

Dla „Faktów” zbudowałem system, który nazwałem „satelitarnym”. Program zadebiutował na Twitterze, Facebooku, Instagramie, nieistniejącym już Google+ i nawet na polskim Wykopie. Każdy z tych profili był jednocześnie sztucznym satelitą dziennika. Dzięki interakcjom dziennikarze otrzymali doskonałe narzędzie do komunikacji z widzami. Nierzadko realizowali materiały na podstawie próśb o interwencję z Social Media. To jest wielka machina, która dziś jest standardem, ale wówczas, w mediach tradycyjnych, była egzotycznym wyróżnikiem. Stanowiła niemal wizerunkowy czynnik USP marki. Bardzo ciekawy i trudny projekt, który do dziś wspominam ze wzruszeniem. Jego realizacja nie powiodłaby się bez chętnego i otwartego na współpracę zespołu „Faktów” TVN. Tym bardziej, że w tamtych latach dziennikarstwo newsowe dopiero flirtowało z Internetem, a nawet obawiało się go.

Jak media społecznościowe zmieniły się od 2012? W kwestii zachowań użytkowników – nieznacznie. Nadal dominują treści sensacyjne, niestety – negatywne, fałszywe informacje – to one mają największą siłę napędową i wg mnie stanowią równie wielkie zagrożenie, wpływając destrukcyjnie na psychikę odbiorcy. Sprzyjają przebodźcowaniu informacjami. Natomiast interfejsy mediów społecznościowych zmieniły się znacznie. Teoretycznie tego nie czujemy, ponieważ zmiany są wprowadzane stopniowo, aby nie zdezorientować jeszcze bardziej użytkowników. Dużym i chyba największy do tej pory przełom nastąpił w 2015 roku. Był nim Snapchat i wprowadzony przez jego twórców mechanizm STORY. Dziś wiemy, że zrewolucjonizował Social Media. Zdynamizował je, rozbudził kreatywność w użytkownikach. Później długo, długo nic… O TikTok’u nie wspominam, bo to wg mnie odcinanie kuponów de facto od kreatywności Snapchata. Tak samo jest z Instagramem. Myślałem, że kolejny krok milowy to rok 2020, czyli pierwszy rok pandemii COVID-19. W kwietniu odbyła się premiera ClubHouse – usługi bazującej w pełni na rozmowach głosowych. W Polsce spopularyzowanej w grudniu 2020. To był hit! Ludzie lawinowo dołączali i… tak samo szybko odpłynęli. Był to jasny, aczkolwiek krótkotrwały płomień. Z utęsknieniem wypatruję czegoś nowego, co przyczyni się do popularyzowania wartościowej komunikacji. Zresztą Iskrzenie ma już konkretny pomysł, ale szczegóły zaprezentujemy w swoim czasie.

Mikołaju, medytujesz. Jak to wpłynęło na efektywność Waszej pracy?

Dynamiczne środowisko pracy to zazwyczaj dwa scenariusze – albo prędzej czy później ono pokona Ciebie, albo ty pokonujesz jego demony. Najpierw praca pokonała mnie – byłem skrajnie przebodźcowany i przemęczony. Pracowałem po kilkanaście godzin dziennie. Goniłem jak szalony. Nie umiałem się zatrzymać, więc powstrzymała mnie choroba. W stanie skrajnego wyczerpania trafiłem do szpitala, gdzie zostałem na kilka dni. Dlaczego o tym napisałem? Być może ktoś jest w podobnej sytuacji obecnie, więc przestrzegam go przed konsekwencjami morderczego pędu i braku refleksji. Szukając ukojenia i balansu postawiłem na samorozwój i zacząłem robić coś, co Artur – mój wspólnik – uprawia regularnie, czyli medytacje. Szczerze mówiąc jestem na początku swojej przygody z medytacją, ale już widzę doskonałe rezultaty. W trakcie seansu uczę się kontaktu ze sobą, słucham siebie, resetuję umysł. Dzięki temu nie tkwię w uwikłaniach w postaci przywiązań np. do poprzedniego projektu. Demontuję połączenia w obszarze podświadomości i z czystym tzw. mindsetem przechodzę do kolejnych procesów. Pomaga mi to bardzo zarówno w życiu prywatnym, jak i zawodowym. Okazało się, że wcale nie muszę się uczyć medytować. Wyciszyć się potrafi każdy, ale współczesny styl życia (szczególnie w wielkich miastach) sprawia, że zapominamy o podstawach. O energetycznym i cyfrowym BHP. Od kiedy dbam o higienę umysłu wzrosła moja wydajność, kreatywność i akceptacja. Mogę więcej, bo czuję więcej. Zdecydowanie każdemu polecam ten stan. Wyciszmy się, a zrozumiemy więcej. Przede wszystkim – zrozumiemy siebie

.  

Ostatnie Wpisy

Możemy się więc określić jako pierwsze Eco-crypto, będące bardziej stabilne niż stable coin – Piotr Wróblewski (Naiad Water Investments)

Monika Troska
19 stycznia, 2022

Dobry UX jest niemożliwy, bez wcześniejszego zrozumienia bolączek przyszłych użytkowników – Michał Kassner (DoctorPlace)

Monika Troska
17 stycznia, 2022

Ludzie nauczyli się wykrywać fałsz, a my możemy pochwalić się tym, że nadal uprawiamy głupie żarty – Daniel Tworski (GOUDA WORKS)

Monika Troska
5 stycznia, 2022

Czym jest Founders.pl?

Founders.pl to zamknięta platforma ludzi biznesu, której celem jest rozwinięcie Twojej sieci kontaktów i zwiększenie wiedzy biznesowej.

Networking

To miejsce dyskusji founderów, którzy dzielą się wiedzą, nawiązują współpracę i wspólnie rozwiązują problemy napotykane przez ich organizacje.

Wiedza

To miejsce ciągłego rozwoju biznesowego, kilkadziesiąt godzin nagrań z różnych obszarów budowania firmy, warsztaty, webinary i spotkania z psychologami.